Foto. Philippe Montigny / FFT
To miał być mecz, który pokaże, gdzie tak naprawdę dziś jest Iga Świątek. Nie chodzi już o dominację w rankingu – tam wciąż jest w ścisłej czołówce, oficjalnie piąta, a na żywo ósma – ale o formę, stabilność i odporność psychiczną w kluczowych momentach. Od kilku tygodni jej gra to sinusoida, raz koncertowa, raz z widocznymi pęknięciami. Starcie z Eleną Rybakiną miało odpowiedzieć na pytanie, czy w Paryżu wraca ta Iga, która przez trzy lata nie dała się nikomu na cegle. I odpowiedziało. W stylu nieidealnym, ale prawdziwym. Polka wygrała 1-6, 6-3, 7-5.
Pierwszy set był dla Świątek brutalny. Rybakina zagrała tak, jakby to ona miała na koncie cztery tytuły w Paryżu. Grała szybko, głęboko, z ogromną pewnością siebie. Świątek wyglądała na spóźnioną, ściśniętą i szarpaną. Pojawiły się błędy, głównie z serwisu – w całym meczu uzbierała siedem podwójnych błędów, a do tego nie była w stanie wejść w rytm. Zrobiło się 0:5 i dopiero wtedy udało się uniknąć „bajgla”. Ale set i tak był stracony.
Kluczowa była reakcja. Świątek zeszła z kortu, wróciła po kilku minutach i z czasem zaczęła odzyskiwać kontrolę. Choć drugiego seta zaczęła od 0:2, od stanu 2:2 z każdą wymianą było lepiej. Przeciwniczka pomyliła się przy siatce, a Polka pierwszy raz w meczu przejęła prowadzenie. W tym fragmencie wróciła Świątek, jaką zna Paryż – mądrze budująca punkty, zmieniająca tempo, rotację i kierunek. Forhend znowu stał się bronią, a topspin zaczął wypychać rywalkę z kortu.
Trzeci set był już prawdziwym pojedynkiem dwóch mentalnie twardych zawodniczek. Rybakina nie odpuszczała, Świątek musiała bronić break pointów i robiła to z zimną krwią. W decydującym momencie – przy stanie 4:4 – sędzia odebrał jej przełamanie, przywracając pierwsze podanie po challenge’u. To mogło zaburzyć rytm. Ale nie zaburzyło. Iga poczekała jeszcze jeden gem, a potem przełamała bez dyskusji i zakończyła spotkanie serią 12 z 15 wygranych punktów.
To było jej 25. zwycięstwo z rzędu na Roland Garros – wynik, który daje jej drugie miejsce w historii turnieju, tuż za Chris Evert. To był mecz, który przypomniał, że Świątek może się gubić, może schodzić w cień, ale wciąż potrafi wrócić w najtrudniejszym momencie. To właśnie czyni ją zawodniczką kompletną. Grająca nierówno – ale skuteczna, gdy stawka jest najwyższa.
W ćwierćfinale zmierzy się z Eliną Switoliną – tenisistką, która w tym sezonie wygrywa najwięcej na mączce. Będzie to spotkanie o zupełnie innym charakterze, ale po takim boju z Rybakiną trudno nie zauważyć: Świątek, choć nie dominuje jak dawniej, znowu jest gotowa. Może nie do panowania nad całym sezonem – ale do walki o tytuł na swoich ulubionych kortach.



